O firmie
AniCura Molicki to całodobowa Klinika weterynaryjna w Dąbrowie Górniczej, przy ul. Majakowskiego 27. Działamy 24h na dobę, w każdy dzień tygodnia, również święta i dni wolne od pracy. Prowadzimy Ostry Dyżur nocny, świadczymy pomoc w nagłych wypadkach tzw. emergency.
Oferujemy szeroki wachlarz badań diagnostycznych, profilaktycznych oraz zaawansowane leczenie na najwyższym poziomie z dziedziny Kardiologii zwierząt, Onkologii zwierząt, Ortopedii zwierząt, Chirurgii zwierząt oraz szeroko pojętej Interny. Obok kliniki znajduje się parking dla opiekunów i ich pupili. Na miejscu znajduje się również sklep z weterynaryjną karmą dla zwierząt.
Weterynarz Dąbrowa Górnicza.
Ocena
Opinie
Na plus, że jest nocny dużur. I na tym się kończy.
Dużo do poprawy.
1. Byla ulewa. Lekarz otworzyl i blokował wejscie trzymająć mnie na deszczu ze zwierzakiem, tłumacząć, że będę musiał potrzekać. Musiałem go prawie przepchnąć, aby wejść do środka.
2. Otwarte gniazdko elektryczne w poczekalni na wysokości pyszczka zwierzaków czeka na tragedię. Klimatyzacja w poczekalni nie działa, ale buczy niemiłosiernie.
3. W poczekalni czekałem baardzooo długo - z późniejszych punktów można wywnioskować dlaczego.
4. Nie ma żadnego myślenia o komforcie klienta ani zwierzęta.
5. Do mierzenia temperatury w odbyt po biegunce chyba największy elektryczny termometr jaki widziałem (przeciez są malutkie - to kosztuje 30zł).
6. Nic nie bylo pod ręką - lekarz krążył po calym przybytku w poszukiwaniach wszystkiego. Znikał i wracał po kilku minutach i tak cały czas.
7. Gabinet niezamknięty - 2 drzwi otwarte. Musiałem łapać zwierzaka, aby nie uciekł. Lekarz powiedział: niech Pan go łapie. Zero refleksji, co zrobić, aby sytuacja się nie powtórzyła. Dwoje drzwi zostało dalej otwarte.
8. Zastrzyk nieudany - zwierzak musiał być kłuty 2 razy (pierwsza taka sytuacja w moim życiu). Nie wiem, czy igła powinna być duża do tego zastrzyku, aby byla duża.
9. Wizyta, która mogła trwać 10 minut przeciągnęła się do 40.
10. Koszt wizyty powyżej 300zł za zdiagnozowanie biegunki (badanie brzucha, zastrzyk, temperatura, osłuchanie). Nie żałuję na zwierzaka w takich sytuacjach, ale niech za tym idzie jakość.
Chciałabym z całego serca podziekować całej ekipie AniCura. Przede wszystkim Pani lek. Polinie za cudowne, empatyczne a zwłaszcza profesjonalne podejście do sytuacji, szybką reakcję i wdrożenie leczenia które uratowało naszego Kokosa w trudnym momencie. Reszcie ekipy za opiekę nad nim podczas pobytu w szpitalu, ciężko było nam zostawić pieska ale byliśmy cały czas na bieżąco informowani o badaniach, wynikach, stanie w jakim jest nasz piesek, także był na prawdę bardzo dobrze zaopiekowany a my spokojni, że jest pod stałą profesjonalną obserwacją.
Nasz na codzień pełen energii labrador trafił do kliniki bardzo słaby, odwodniony wymiotami, bez apetytu i bez sił, z krwistą biegunką. Pani doktor Polina od razu przeszła do działania i badań żeby wykluczyć najgorsze podejrzenia i postawić odpowiednią diagnozę jaką ostatecznie było krwotoczne zapalenie jelit. Teraz Kokos wrócił już do sił, jest z powrotem naszym cudownym łobuzem i terroryzuje sąsiadów swoją radością i stale merdającym ogonem 🫶🏼
Świetna, super wyposażona klinika z cudownym personelem! Uratowaliście naszego najlepszego przyjaciela!! ❤️
Szanowna Pani Natalio,
bardzo dziękujemy za te ciepłe słowa! Cieszymy się ogromnie, że Kokos odzyskał siły i znów radosnym merdaniem ogona terroryzuje sąsiadów :D Przekażemy Pani lek. Polinie oraz całemu zespołowi podziękowania za ich zaangażowanie i profesjonalną opiekę. Życzymy Kokosowi dużo zdrowia i wielu wspaniałych przygód!
Pozdrawiamy,
AniCura Molicki Całodobowa Klinika Weterynaryjna (24H)
Myślę, że dla dwóch Pań Doktor, które towarzyszyły nam na początku i na końcu hospitalizacji naszej ukochanej Shili, ta opinia będzie czymś znacznie więcej niż zwykłą recenzją kliniki. Będzie przypomnieniem, po co wykonują ten niezwykle trudny, ale jednocześnie piękny zawód — zawód, w którym leczy się nie tylko zwierzęta, ale czasem również serca ich kochających opiekunów.
24 maja trafiliśmy z naszą ukochaną Shilą do Kliniki AniCura na ostry dyżur. Był to jeden z najtrudniejszych momentów w naszym życiu i dziś wiem, że nie mogliśmy trafić w lepsze ręce.
Już od pierwszej chwili spotkaliśmy się z ogromną empatią, spokojem i niezwykłą dokładnością w diagnostyce. Pani doktor przyjmująca Shilę zadawała pytania o każdy szczegół, pozostawała ze mną w stałym kontakcie telefonicznym i od początku czułam, że moja sunia jest dla niej ważna nie jako „przypadek”, ale jako ukochany członek rodziny. Jej słowa, sposób badania Shili i troska okazywana zarówno jej, jak i nam, wzruszały do łez.
Najważniejsze było jednak to, że nie próbowano na siłę przedłużać cierpienia mojego pieska. Otrzymałam szczerą, pełną empatii informację, że dalsze leczenie byłoby już tylko przedłużaniem bólu. To wymaga ogromnej odwagi, uczciwości i człowieczeństwa.
W chwili podejmowania najtrudniejszej decyzji dostaliśmy osobne pomieszczenie, w którym mogliśmy pożegnać Shilę dokładnie tak długo, jak tego potrzebowaliśmy. Mogłam ją tulić, mówić do niej spokojnym głosem i być przy niej do ostatniego oddechu. Pani doktor trajtowała nas z niezwykłą delikatnością i czułością — tak, jakby żegnała własnego ukochanego psa.
Nawet po odejściu Shili mogliśmy zostać z nią tyle czasu, ile potrzebowaliśmy. Sposób, w jaki została potraktowana po śmierci, był pełen godności, szacunku i serca.
Przez 14 lat życia Shili mieliśmy kontakt z różnymi weterynarzami, ale nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z tak ogromnym profesjonalizmem, empatią i prawdziwą troską.
Dziękuję całemu zespołowi AniCura za to, że ostatnie chwile naszej ukochanej Shili były pełne ciepła, spokoju i miłości. Tego nigdy nie zapomnimy. ❤️
Obu Paniom Doktor życzę samych dobrych ludzi na swojej drodze, ogromu szczęścia, zdrowia i nigdy niewygasającej empatii, dzięki której pomagają Panie nie tylko zwierzętom, ale również ich kochającym rodzinom przejść przez najtrudniejsze chwile z poczuciem bezpieczeństwa i godności. ❤️
Są miejsca, które stają się częścią życia – i ta Klinika Weterynaryjna jest jednym z nich. Jestem z Państwem od 1995 roku i przez te wszystkie lata zawsze mogłam liczyć na pomoc, zrozumienie i ogromne serce okazywane moim zwierzętom i mnie jako opiekunce.
Z całego serca dziękuję Pani Dr Diamantinie oraz Dr Marcie za trafne diagnozy, spokój, empatię i niesamowite podejście do zwierząt oraz ich opiekunów. Za ciepło, które czuć przy każdej wizycie. Za troskę, uważność i pomoc wtedy, gdy były najbardziej potrzebne 🫶
Panu Dr Jarkowi dziękuję za obecność od zawsze – od ponad 25 lat. Za dobroć, życzliwość i poczucie, że w tej klinice nigdy nie jest się samemu 🫶
Pani Dr Annie dziękuję za wyrozumiałość i delikatność. Cieszę się, że Pani wróciła do zespołu🙂.
Ogromne podziękowania także dla Pani Pauliny i Pani Agnieszki z rejestracji – niezwykle miłych, pomocnych i zawsze służących dobrą radą. Dzięki Nim każda wizyta zaczyna się z życzliwością i spokojem 💙
Jednak szczególne, bardzo osobiste podziękowania kieruję do Pana Dr Feliksa – założyciela kliniki, dzięki któremu to wyjątkowe miejsce w ogóle istnieje. To wspaniały, niezwykle ciepły człowiek, wybitny specjalista i prawdziwy miłośnik zwierząt. Dziękuję za uratowanie życia Diany, a później Lary – którą traktował Pan wyjątkowo, jako pierwszego Hovawarta w rejonie 😊. Tego się nie zapomina nigdy❤️.
Dziękuję za wszystkie lata opieki, za serce, za oddanie i za to, że zawsze stawiacie dobro zwierząt na pierwszym miejscu. Jestem z Wami od początku i tak już zostanie.
Przyjechałam ze zwierzęciem między 4/5 nad ranem na ostry dyżur.
Opisałam samopoczucie pieska moje obawy i zmartwienia i jak się zachowuje oraz co zauważam, po przebytym zabiegu dzień w wcześniej, pies zaczął robić się ospały, oraz chłodniejszy i miał problem chodzić na tyle kończyny, a także długi czas nie oddała moczu.
Osoba dyżurująca stw. Ze zwierzę nie nadają się do przyjęcia, mam poczekać te3h i przyjechać normalnie do przychodni o godzinie 8.00 bo będzie przecież o wiele taniej niż teraz, praktycznie o połowę, więc nie ma sensu otwierać kartoteki, poza tym objawy nie sugerują żeby nas przyjąć.
W takich chwilach pieniądze nie grają roli jak dla mnie.
W ogóle to powinnam zabrać psa i jechać tam gdzie spartaczyli robotę, dokładniej tam skąd przyszłam, bez przebadania, organoleptycznie stwierdzono pod drzwiami na dworze że już coś zepsuto i mam wracać tam skąd przyszliśmy, jeżeli coś po wykonanym zabiegu wzbudziło niepokój u lekarza który wykonał zabieg w innej lecznicy nie wydałby mi zwierzątka do domu.
Oczywiście po dyskusji pies został przyjęty z powodu hipotermii, rano otrzymałam telefon że można odebrać pieska jest wszystko w porządku, a za parę chwil że piesek jest reanimowany.
Zwierzę nie przeżyło.
W smak nie jest mi o tym pisać bo jest bo ból po stracie wyjątkowego członka rodziny, natomiast po to są te ostre dyżury żeby ratować życie, przede wszystkim pomagać, mieć trochę empatii do zwierzęcia i właściciela gdy coś się dzieje, a nie wdawać się w dyskusję.
oczywiście że to mogły być komplikacje po zabiegu, ale trochę człowieczeństwa w takich chwilach do właściciela i zwierzęcia, chyba że nie każdy nadaje się do swojej roli w tym co robi.
Dzień dobry,
Niezmiennie przykro nam z powodu straty przyjaciela. Mamy nadzieję, że kontakt telefoniczny z naszym menagerem oraz lekarzem pozwolił na wyjaśnienie zaistniałej sytuacji.
Anicura Klinika Weterynaryjna Molicki
W dniu 28.05.2026 mój pies miał szytą ranę w tej klinice. Po 6 dniach byliśmy również na kontroli, podczas której usłyszałam, że może pojawić się martwica. Dziś jednak otrzymałam informację, że przez martwicę szwy się „rozpadają”, a rana została zszyta dwiema różnymi metodami, co wzbudziło moje poważne wątpliwości co do sposobu leczenia i podejścia do pacjenta.
Mam wrażenie, że mój pies nie został potraktowany w sposób wystarczająco indywidualny, a zastosowane metody budzą moje zastrzeżenia. Dodatkowo podczas wizyty nie zaproponowano żadnej alternatywy leczenia ani ponownego szycia — zostaliśmy po prostu wyproszeni za drzwi.
Podczas jednej z wizyt odniosłam również wrażenie wyraźnej presji czasu ze strony jednej z lekarek oraz komentarzy sugerujących zmęczenie pracą i chęć zakończenia dyżuru. W mojej ocenie w sytuacji dotyczącej zdrowia i gojenia się rany zwierzęcia takie podejście było nieadekwatne i dodatkowo pogłębiło moje poczucie braku empatii oraz niewystarczającej komunikacji.
Cała sytuacja pozostawiła mnie z poczuciem braku profesjonalnego podejścia i odpowiedniego zaangażowania. Oczekiwałabym większej troski, jasnych wyjaśnień oraz konkretnych propozycji dalszego leczenia, szczególnie w przypadku tak poważnej rany u zwierzęcia.Plus jeszcze pani doktor z pretensjami że 2 h temu miała skończyć pracę no cóż droga Pani może trzeba zmienić zawód jak Pani nie chce ratować życie zwierząt tylko o godzinie 18 iść do domu.
W związku z zaistniałą sytuacją zamierzam również zgłosić sprawę do odpowiednich instytucji. Jednocześnie uważam, że osoby, którym zależy na spokojnym i rzetelnym podejściu do leczenia swojego psa, powinny dobrze rozważyć wybór tego miejsca.
Profesjonalne podejście lekarzy weterynarii. Szybkie udzielenie pomocy na nocnym dyżurze. Profilaktyczne wizyty również bezproblemowe i jakościowe. Usługi na najwyższym poziomie. Polecam placówkę dla swoich pupili.
Dzień dobry,
Dziękujemy za taką opinię oraz docenienie naszych kompetencji oraz zespołu.
Pozdrawiamy serdecznie
Anicura Klinika Weterynaryjna Molicki
Piszę tę opinię po śmierci naszego ukochanego, zaledwie 1,5-rocznego kota Lordzika. Chcemy opisać tę historię jako ostrzeżenie dla innych opiekunów, ponieważ po tym, czego doświadczyliśmy, nie powierzylibyśmy tej klinice życia ani zdrowia naszego zwierzęcia.
Do kliniki trafiliśmy 22.09 w nocy. Lordzik był bardzo osłabiony, wymiotował, prawie nie jadł, od dłuższego czasu się nie wypróżniał i zachowywał się inaczej niż zwykle. W pierwszych badaniach stwierdzono nieprawidłowości w jamie brzusznej, m.in. powiększone węzły chłonne i śledzionę. Został na obserwacji i hospitalizacji.
Przez kolejne dni diagnostyka koncentrowała się głównie na jamie brzusznej i przewodzie pokarmowym. Wykonywano USG, RTG brzucha, badania krwi i testy gastroenterologiczne. Zalecono nam także zbieranie próbek kału, mimo że Lordzik się nie wypróżniał. Na pytanie, jak mamy to zrobić, usłyszałam: „no jakoś musi pani to zrobić”.
22.09 o godz. 15:15 wydano go do domu z wpisem, że jest „w stanie stabilnym”. W rzeczywistości był skrajnie osłabiony i wycieńczony: nadal nie jadł, nie pił, nie korzystał z kuwety i ponownie wymiotował. Następnego dnia w dokumentacji kliniki odnotowano brak przyjmowania pokarmu i wody, nocne wymioty, apatię i małą aktywność.
Mimo pogarszającego się stanu diagnostyka nadal skupiała się przede wszystkim na jamie brzusznej. Według naszej wiedzy i posiadanej dokumentacji nie wykonano USG klatki piersiowej ani okolicy serca. Dodatkowo lekarz kilkukrotnie mówił o Lordziku jak o kotce, mimo że zwracaliśmy uwagę, iż jest kocurem, co podważało nasze zaufanie do opieki.
23.09 około godz. 23:00 odebraliśmy Lordzika w bardzo złym stanie i przewieźliśmy go do innej kliniki w Gliwicach. Po poszerzeniu diagnostyki w ciągu niecałych dwóch godzin zwrócono uwagę na problem, którego wcześniej nie wykryto. 25.09 wykonano biopsję mikroigłową. Stwierdzono zmianę reaktywną w okolicy serca oraz płyn w obrębie klatki piersiowej, zauważony podczas USG.
Niestety Lordzik był już tak wycieńczony, że nie doczekał rozpoczęcia leczenia. Ostatnie chwile spędził pod opieką lekarki, która mimo wolnego weekendu poświęciła mu ogrom czasu i troski, opiekując się nim nawet w swoim domu. Będziemy jej za to zawsze wdzięczni.
Przypadek Lordzika przeanalizowało później dwóch innych lekarzy weterynarii. Uznali, że jego stan od początku był bardzo poważny, i wskazali na nieprawidłowości w prowadzeniu wcześniejszej diagnostyki.
Nie twierdzimy, że wcześniejsze wykrycie problemu zagwarantowałoby Lordzikowi przeżycie. Tego już nigdy się nie dowiemy. Być może jednak mielibyśmy więcej czasu na rozpoczęcie leczenia. Po kilku dniach diagnostyki w AniCura zostaliśmy z wysokimi kosztami, wieloma pytaniami, poczuciem zawodu i przede wszystkim bez naszego ukochanego kota.
Jeżeli widzicie, że stan Waszego zwierzęcia się pogarsza, a kolejne badania nie przynoszą odpowiedzi – szukajcie drugiej opinii, jedźcie do innej kliniki i proście o poszerzenie diagnostyki.
My zaufaliśmy, że skoro Lordzik jest pod opieką kliniki, robione jest wszystko, by znaleźć przyczynę jego stanu. Dziś żałujemy, że nie pojechaliśmy z nim wcześniej gdzie indziej. Możemy jedynie opowiedzieć jego historię z nadzieją, że dzięki niej ktoś podejmie taką decyzję na czas.
A pan weterynarz który pomimo zwracania uwagi nie był w stanie określić płci kota niech zmieni może zawód.
Piszę tę opinię po śmierci naszego ukochanego 1,5 rocznego kota Lordzika, ponieważ trudno nam zaakceptować sposób, w jaki przez kilka dni prowadzona była jego diagnostyka. Po tym doświadczeniu osobiście nie jestem w stanie polecić tej kliniki i nigdy więcej nie powierzyłbym jej opieki nad swoim zwierzęciem.
Do kliniki trafiliśmy 22.09 w nocy. Lordzik był bardzo osłabiony, wymiotował, praktycznie nie jadł, nie wypróżniał się od dłuższego czasu i zachowywał się zupełnie inaczej niż zwykle. Już podczas pierwszych badań stwierdzono nieprawidłowości w jamie brzusznej, m.in. powiększone węzły chłonne i śledzionę. Został na obserwacji i hospitalizacji.
Przez kolejne dni diagnostyka skupiała się głównie na jamie brzusznej i przewodzie pokarmowym wykonywano w kółko USG, RTG brzucha, badania krwi i testy gastroenterologiczne. Zalecono również zbieranie próbek kału, mimo że Lordzik się nie wypróżniał. Gdy zapytałam lekarza, jak mamy pobrać próbki, skoro kot nie oddaje kału, usłyszałam: „no jakoś musi pani to zrobić”.
22.09 o godz. 15:15 Lordzik został wydany do domu z wpisem w dokumentacji, że jest „w stanie stabilnym”. My widzieliśmy kota skrajnie osłabionego, wycieńczonego, który nadal nie jadł, nie pił, nie korzystał z kuwety i ponownie wymiotował. Już następnego dnia w dokumentacji kliniki zapisano, że nie pobierał pokarmu ani wody, wymiotował w nocy, był mało aktywny i apatyczny.
Mimo pogarszającego się stanu nie mieliśmy poczucia, że diagnostyka jest odpowiednio poszerzana. Żaden z lekarzy nie wykonał USG poza obrębem jamy brzusznej. Nikt nie sprawdził klatki piersiowej ani okolicy serca. Podczas rozmów lekarz kilkukrotnie mówił o Lordziku jak o kotce, mimo że zwracaliśmy uwagę, że jest kocurem, co dodatkowo podważało nasze zaufanie i poczucie indywidualnego podejścia do pacjenta.
23.09 około godz. 23:00 odebraliśmy Lordzika w bardzo złym stanie. Dopiero po przewiezieniu go do innej kliniki w Gliwicach diagnostykę poszerzono i w ciągu niecałych dwóch godzin wykryto źródło jego samopoczucia.
W dniu 25.09 Lordzik został poddany biopsji mikroiglowej w klinice w Gliwicach która dała nam jasny obraz ze źródłem jego złego stanu jest zmiana reaktywna w okolicach serca i płyn w płucach który zauważono na USG. Lordzik nie doczekał leczenia ze względu na jego wycieńczony stan. Ostatnie chwile spędził pod opieką lekarki, która mimo wolnego weekendu poświęciła mu ogrom czasu, uwagi i opieki i była przy nim w jej prywatnym domu do samego końca. Za to będziemy jej zawsze wdzięczni.
Jego przypadek został później przeanalizowany również przez dwóch innych lekarzy weterynarii, którzy ocenili, że jego stan od początku był bardzo poważny i wskazali na zaniedbania w prowadzonej wcześniej diagnostyce. Zostaje z nami pytanie, czy gdyby już pierwszego dnia spojrzano na jego stan szerzej i sprawdzono również klatkę piersiową oraz okolice serca, mielibyśmy więcej czasu na leczenie.
Po wizycie w AniCura zostaliśmy z ogromnym żalem, bardzo wysokimi kosztami kilku dni diagnostyki, wieloma pytaniami i przede wszystkim bez naszego ukochanego kota. Najbardziej boli nas to, że przez kilka dni obserwowaliśmy pogarszający się stan Lordzika, podczas gdy w dokumentacji pojawiał się zapis o „stanie stabilnym”, a poważny problem został wykryty dopiero w innej placówce po poszerzeniu diagnostyki.
Przyszłam do kliniki z psem, ponieważ przy podnoszeniu piszczał z bólu. Od razu powiedziałam lekarzowi, że tego dnia nic nie jadł ani nie pił, od dłuższego czasu bardzo się drapie, ma odczyn alergiczny na brzuchu i pachwinach oraz ociera pupą o asfalt. Dodatkowo podczas dotykania okolic gruczołów okołoodbytowych było widać, że odczuwa dyskomfort. Wszystko dokładnie opisałam.
Niestety moje słowa zostały całkowicie zlekceważone. Zamiast dokładnie zbadać psa i sprawdzić gruczoły okołoodbytowe, usłyszałam tylko, że trzeba zrobić wymaz i badania krwi. Lekarz więcej czasu spędził przy komputerze niż przy badaniu mojego psa.
Po badaniach usłyszałam jedynie, że glukoza wynosi 60 mg/dl. Przecież od początku mówiłam, że pies tego dnia nic nie jadł ani nie pił, więc taki wynik nie powinien dziwić. Zamiast szukać przyczyny cierpienia psa, miałam wrażenie, że liczyło się przede wszystkim zlecanie kolejnych badań.
Ostatecznie okazało się, że pies miał alergię na trawy oraz zapchane gruczoły okołoodbytowe – czyli problemy, o których mówiłam od samego początku. Gdyby lekarz mnie wysłuchał i dokładnie zbadał psa, być może można było szybciej postawić właściwe rozpoznanie i oszczędzić zwierzęciu cierpienia.
To nie jest pierwsza zła sytuacja związana z tą kliniką. Mój tata również tam trafił z kotem. Zapłacił około 1400 zł, ponieważ zalecono pozostawienie zwierzęcia na noc i wykonano wiele badań- po nocy tata tylko usłyszał ,, nie wiem co mu jest „ Ostatecznie okazało się, że kot miał koci katar- rozpoznano o u innego weterynarza
Nie polecam tej kliniki. W mojej opinii zabrakło dokładnego badania, wysłuchania właściciela i skupienia się na rzeczywistym problemie psa. Wyszłam z poczuciem, że ważniejsze było wykonywanie kolejnych badań niż postawienie trafnej diagnozy.
Psiak wpadł pod rower, dostał ramą w głowę. Duża cięta rana przy samym oku, połamana czaszka. Nie wyglądało to dobrze. Było to 04.09.2024 (ponad rok temu), pojechaliśmy na nocny dyżur. Pani Weterynarz wyglądała bardzo młodo, ale w jej działaniu była pewność, spokój, empatia i profesjonalizm. Poskładanego i pozszywanego psa odebraliśmy rano. Następnego dnia wizyta kontrolna. Już inna p. Weterynarz, ale również bez zarzutu. Na tych dwóch wizytach się skończyło. Pies szybko wrócił do zdrowia. Zdjęcie zrobione dokładnie 10 dni po wypadku. Piszę opinię, bo akurat wpadłem na kilka negatywnych wpisów o klinice. Wiadomo, ze różne są przypadki, ale mojemu psiakowi pomogli wzorowo. Dziękuję i pozdrawiam.
Dziękujemy za tę poruszającą opinię oraz okazane zaufanie 😊🐾 Cieszymy się, że mimo bardzo poważnego urazu pomoc została udzielona szybko i skutecznie, a Państwa pies wrócił do zdrowia 🩺🐶 Takie historie są dla nas wielkim wsparciem i potwierdzeniem sensu naszej pracy ❤️ Dziękujemy za dobre słowo i pozdrawiamy serdecznie.
Znam tę klinikę od 15 lat...Najwięcej miałam kontakt.z Lek weter S. Dziadkiem, kiedyś z lek. Molickim a teraz jeszcze z Panią M.Rozek. Wspaniali lekarze! Oprócz profesjonalizmu wiele empatii i kultury. Cały personel kliniki od rejestracji po panie sprzątające bardzo miły i grzeczny. Wprawdzie mój najukochańszy charcik Asan właśnie odszedł z tego świata, ale wydłużyli mu życie o rok. Jestem pielęgniarką i nie mogę lekarzom zarzucić że źle był leczony. Co do kosztów......jak na klinikę gdzie całą diagnostykę robi się na miejscu ceny nie są wygórowane. Czasami w innym gabinecie weter. koszty są wyższe gdyż muszą sprowadzać konsultanta. Jestem im bardzo wdzięczna za wszystko co zrobili dla mojego charcika.
Dziękujemy za tak piękną, pełną ciepła i wzruszającą opinię 😊🐾 Ogromnie doceniamy zaufanie okazywane nam przez tyle lat oraz słowa uznania dla naszych lekarzy i całego zespołu 🩺❤️ Bardzo nam przykro z powodu odejścia Asana — cieszymy się jednak, że mogliśmy wspólnie zadbać o jego komfort i podarować mu dodatkowy czas pełen troski i miłości 🕊️🐕 Dziękujemy za piękną kartkę, za wdzięczność i tak życzliwe słowa, które są dla nas ogromnie ważne.
Polecam klinikę a w szczególności dziękuję Pani lek.wet.Stepanenko za uratowanie mojego dobka .Szybkie zadziałanie po ugryzieniu żmiji pies żyje.Takich lekarzy nam trzeba . Oczywiście mój doberman tak polubił Panią doktor że sam wchodził do gabinetu bez oporu a ciężki z niego pacjent.Dziękujemy😀
Dzień dobry,
bardzo dziękujemy za te ciepłe słowa! Cieszymy się, że ta dramatyczna historia zakończyła się sukcesem, a pacjent pokochał Panią lek. wet. Stepanenko. Oby więcej takich historii nie było :)
Z poważaniem,
AniCura Molicki Całodobowa Klinika Weterynaryjna (24H)
Fachowe podejscie z sercem do zwierzaka. Mila i profesjonalna obsluga. Przystepna cena usług.
W przypadku pilnej interwencji (jak w moim przypadku) nie zostawią pacjenta bez pomocy nie zaleznie od godziny.
Dzień dobry,
Bardzo dziękujemy za tak szeroki komentarz. Takie słowa zawsze są dla nas wiatrem w żagle i dodają sił do codziennej pracy :)
Anicura Klinika Weterynaryjna Molicki
Dnia 04.10.2026 około godziny 9:30/10 przyjechałem z moim kotem który był pół żywy, kot nie umiał utrzymać się na nogach, wymiotował krwią i miał temperaturę ciała zaniżoną o 7°. Po półtorej godziny od przyjścia nasz kot został przyjęty po tym jak mój dziadek zainterweniował. O godzinie 14 dostałem telefon ze kot nie żyje i trzeba zapłacić 600zł.
Najczęstsze pytania
Jakie są godziny otwarcia AniCura Molicki Całodobowa Klinika Weterynaryjna (24H)?
Poniedziałek: 00:00–24:00; Wtorek: 00:00–24:00; Środa: 00:00–24:00; Czwartek: 00:00–24:00; Piątek: 00:00–24:00; Sobota: 00:00–24:00; Niedziela: 00:00–24:00.
Gdzie znajduje się AniCura Molicki Całodobowa Klinika Weterynaryjna (24H)?
Adres: Włodzimierza Majakowskiego, 27, Reden, Katowice.
Jak skontaktować się z AniCura Molicki Całodobowa Klinika Weterynaryjna (24H)?
Telefon: +48322641207. Strona: www.anicura.pl.
Jaka jest ocena AniCura Molicki Całodobowa Klinika Weterynaryjna (24H)?
4.1 na 5 na podstawie 1865 opinii użytkowników Google.